Etapy formacji zakonnej

Nie od razu Kraków zbudowano — mówi znane, poskie przy- słowie. Nie od razu też ten, który chce zostać franciszkaninem otrzymuje brązowy habit i rusza w świat głosić franciszkowy POKÓJ I DOBRO. Kandydat na brata mniejszgo musi przejść kilka etapów formacji, aby dobrze rozeznać swoje powołanie, oczyścić intencje oraz odpowiednio przygotować się do tych zadań, do których pośle go Pan Bóg posługując się przełożonymi.

Postulat

Od września zeszłego roku mam zaszczyt i radość w tej naszej formacji zakonnej czynnie uczestniczyć. Jestem w postulacie. Czego więc dowiedziałem się o nim z doświadczenia?… Czasem jak chcę komuś krótko wytłumaczyć, kim jest postulant, to mówię żartobliwie, że to „już nie ministrant, a jeszcze nie zakonnik”. Szczerze mówiąc, nie znam zbyt precyzyjnie założeń postulatu z punktu widzenia prawnego. Natomiast dobrze pamiętam słowa o. Waldemara, który głosił dla nas wstępne rekolekcje – „to jest czas dla Was!”. Nie jesteśmy więc tutaj po to, by miał kto umyć okna w klasztorze i pozamiatać liście, tylko po to, by stoczyć pierwsze starcie z sobą samym, z pytaniem o własne powołanie.

Choć każdy zakonnik jesz- cze wiele razy to pytanie będzie sobie zadawać, postulat – pierwszy etap formacji zakonnej – jest na to czasem szczególnym. Zacząłem trochę nie po kolei. Powinienem przecież najpierw przedstawić siebie i swoją postulancką wspólnotę. Jest nas dwóch. Mój współbrat i ja. Dwóch. Dwóch to nie jest dużo. Naszym bezpośrednim zwierzchnikiem, „alfą i omegą”, dobrodziejem, sponsorem, obrońcą, oskarżycielem i sędzią w jednym jest nasz magister – o. Jonasz. Mieszka na naszym piętrze, pije z nami kawę i od niego to właściwie wszystko zależy. Św. Franciszek lubił przedstawiać przełożonych jako… matkę. Więc nasz ojciec ma być jak matka. Rozumiecie? Chodzi po prostu o to, by nie był on jak bezduszny pułkownik w wojsku, albo jak groźny i czepialski szef w pracy. Chodzi o to, by tak jak matka, przede wszystkim rozumiał swoich podopiecznych i jak najlepiej kierował ich rozwojem.

Co dalej… Choć mieszkamy w klasztorze, nie mamy swoich habitów, nie przybieramy innych, zakonnych imion, a przez „bracie” zwracają się do nas tylko mali ministranci i starsze parafianki – reszta mówi po imieniu albo nie mówi wcale. Życie w klasztorze oznacza stały kontakt z innymi jego mieszkańcami. Oprócz nas, jest tutaj 8 ojców i 4 braci zakonnych – w różnym wieku, mających różne obowiązki. Co mnie bardzo cieszy, to to, że od początku przyjęto nas tu życzliwie i ten stan się właściwie utrzymuje.

Choć niektórzy chwilami traktują nas niczym „świeżo ochrzczonych barbarzyńców”, którzy nic nie wiedzą, na niczym się nie znają i najpewniej urwali się właśnie z księżyca. Z drugiej strony, czasami może rzeczywiście zachowujemy się po „barbarzyńsku”, bo trudno od razu znać wszystkie zakonne zwyczaje i mechanizmy rządzące tymi realiami – i tutaj niejednokrotnie doświadczyliśmy wyrozumiałości ze strony ojców i braci. Tak czy owak, kontakt ze starszymi współbraćmi to ważna sprawa. Roz- mowy, obserwacja, współpraca, czasem jakieś skarcenie czy upomnienie – czasem nawet słuszne… to wszystko jest potrzebne. I w swoim czasie za- owocuje. Jak już wspomniałem, jest nas dwóch, i to nie jest dużo. Zupełnie inaczej jest, gdy na jednym kursie jest np. 17 postulantów – wtedy, na przykład, jest się z kim pokłócić.

My oczywiście też możemy się ze sobą pokłócić…, ale potem już nie mamy do kogo się odezwać. I tu jest problem! A wierzcie mi, że jak się kogoś widzi dzień w dzień, a właściwie większość dnia, to trudno z nim żyć cały czas w pełnej zgodzie. Jednak z Bożą pomocą ciągle jeszcze nie powybijaliśmy sobie zębów! Pan jest Św. Franciszek napisał w swoim Testamencie: „Pan dał mi braci”. Mi w postulacie Pan dał brata. Ale wierzcie mi – wielki to dar! OK, ale co my właściwie robimy? Przez rok mamy siedzieć w kłodzkim klasztorze i myśleć? Bogu dzięki tak nie jest. Dni upływają nam tu na, w największym skrócie, modlitwie, nauce i pracy. Myślę, że sprawa modlitwy jest jasna – plan dnia jest tak zorganizowany, by wspólnie móc pomodlić się rano, w południe, w miarę możliwości popołudniu i wieczorem. Oczywiście codzienna Eucharystia, oczywiście jest też czas na prywatną modlitwę – wedle indywidualnych potrzeb. Ale nie przesiadujemy pół dnia w kaplicy. Spokojnie. Nie będę podawać jakichś dokładnych wyliczeń – tego czasu jest w sam raz. Mniej oczywiste wydają się pewnie hasła „nauka” i „praca”. Bo czyż pracą nie jest zarówno naklejanie znaczków na kopertę, jak i kopanie rowu? A czy nauką nie jest zarówno przeczytanie mądrego artykułu w gazecie, jak i wkuwanie słówek na angielski? Następuje więc tutaj pewna… względność. Myślę, że mnie rozumiecie. Powiem tylko, że na jedno i drugie w postulacie nacisk jest… umiarkowany. Ani praca, ani nauka nie są tutaj jakąś najwyższą wartością. Zresztą nigdy być nią nie powinny – co chyba jest jasne! Są zawsze środkiem. Jednak czasami roboty nagle przybywa. Na przykład przed świętami, każdy czegoś od nas potrzebuje, i wtedy naprawdę potrafi być gorąco. Ale na co dzień ten czas nie jest stuprocentowo zapełniony.

Nigdy nie jest tak, że nie ma ani chwili dla siebie. Jest, i to niejedna. Można usiąść do komputera, napisać list albo, ewentualnie, artykuł do Radości Doskonałej, a Kotlina Kłodzka to piękny region, bardzo atrakcyjny dla turystów, pieszych czy rowerowych. Więc gdy tylko jest okazja i chęci, ruszamy na podbój okolicy. Z postulatu na święta jedziemy do naszych domów. To w sumie ostatnia taka szansa, w późniejszym życiu zakonnym już nie za bardzo jest taka możliwość. Jest też trochę urlopu do wykorzystania przez wakacje. I można nas odwiedzać – jakby ktoś chciał, to zapraszam! Czy takie życie jest nudne? Powie- działbym tak: codzienność zwykle jest bardziej szara niż kolorowa – bez względu na to, czy się jest postulantem, rolnikiem czy biznesmenem. Kto się z tym nie pogodzi, temu wszędzie będzie źle i nudno. Ale gdy wstaję, to z niekłamaną ciekawością zastanawiam się, co mnie dziś spotka. Bo wiem, że coś mnie na pewno zaskoczy. Ktoś mógłby teraz spytać, gdzie w tym wszystkim miejsce na to rozeznawanie.

Często tak jest, że te najważniejsze rzeczy dzieją się mimochodem, niezauważane przez nas. We wszystkim trzeba swojego powołania i miejsca dla siebie – w modlitwie, w myciu podłóg, w radościach i trudnościach ze współbraćmi, w lekturze i w filmie, nawet w najzwyklejszych sprawach. W każdym wyzwaniu. Nie przestawać, ale ufać. A owoce będą – ja w to wierzę!

Brat postulant Jurek

Artykuł był pisany w 2009 roku. Obecnie autor jest już studentem na- szego WSD we Wrocławiu, a w nowicja- cie przyjął zakonne imię br. Roch