Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Dzień pierwszy, piątek 8.03.13

Kolacja rozpoczęła się o godz.18:30. Oczywiście pięcioosobowa grupa z Gliwic spóźniła się, bo przyjechała o 19. Na szczęście, pojawiwszy się w klasztorze Franciszkanów, brat Kanizy zaprowadził tę grupę do refektarza gdzie mogli zjeść spokojnie kolację. O godz 19:30 mieliśmy spotkanie w salce rekreacyjnej, lecz wcześniej zaprowadzono nas do pokoi, w których mogły mieszkać aż dwie osoby. A więc w salce mieliśmy krótkie zapoznanie się ze sobą, po czym poszliśmy na konferencję i drogę krzyżową. Po nich oglądaliśmy film ”Kto nigdy nie żył”. Był spoko, ale fabuły zdradzać nie będę. A następnie poszliśmy do swoich pokoi, bo cisza nocna czaiła się na rogu ok. 23:00.

Sobota, dzień II 9.03.13

Pobudka 7 rano. Ciężkie wstawanie. Ale wszyscy wstali. O 7:30 udaliśmy się na Jutrznię. A po jutrzence nastąpił jeden z punktów programu, czyli śniadanie. Po posiłku chwila oddechu i konferencja. Brat Kanizy opowiadał nam o życiu w duchu franciszkańskim, czyli zwykłe lub niezwykłe codzienności kleryków w zakonie Braci Mniejszych. Następną konferencję wygłosił o. Tadeusz OFM, opowiadał nam o swoim życiu i o tym jak się stał franciszkaninem. O godzinie 11:15 mieliśmy msze w kaplicy klasztornej. Kazanie wygłosił o. Wiktor .
Chwila dla siebie, czas na pingla, czy pogaduchy znalazł każdy… Następnie udaliśmy się do Trzebnicy odwiedzić św. Jadwigę. Tam pomodliliśmy się w kościele i chwile pospacerowaliśmy, a na jakimś wzgórzu zagraliśmy w warcaby.Po przyjeździe, chwila wolnego i nieszpory, a po nich kolacyjka. Wieczorem o 19:30 mieliśmy wieczór rekreacyjny z niemałym poczęstunkiem. Czyli graliśmy w gierki różnego rodzaju np. szachy, monopoly, bierki itp… Było fajnie. A po zabawach czekała nas adoracja Najświętszego Sakramentu.Dlatego poszliśmy do łóżek na maksa wymodleni. Ten dzień był dobrym dniem dal wszystkich, chyba.

Niedziela, dzień II 10.03.13

Pobudka 7 rano. No tym razem wszyscy wyspani i wypoczęci wstają ze swych łóżek,-sorry, trumien. Mogło by się tak wydawać. No tak, ale na modlitwach porannych o 7:30 bez większego entuzjazmu włączaliśmy się w modlitwę, ku zdziwieniu braci, niektórzy przysypiali. No cóż takie los kleryka. Jednak przebudzenie nastało wraz ze śniadaniem, kiedy poczułem zapach parówek, jeszcze ciepłych, od razu się obudziłem i z entuzjazmem ruszyłem do stołu po jedzenie. Tak miał się nasz poranek. Później mieliśmy chwile dla siebie. A o 9 spotkaliśmy się w kręgu biblijnym, rozważając wspólnie przypowieść o ”marnotrawnym synu” lub jak kto woli o ”Miłosiernym Ojcu”.Po rozkminie tego fragmentu ewangelii poszliśmy na msze do kościoła. Po Eucharystii ostatni punkt programu czyli obiad. Nie no, żartowałem, ostatnim punktem programu było pożegnanie się ze wszystkimi. Ale najpierw mieliśmy jeszcze ”parę minut” na pogaduchy czy na grę w ping-ponga. Nadszedł w końcu czas wyjazdu i pożegnania. Każdy z uczestników FDS-ów (oprócz mieszkańców klasztoru) udał się tam skąd przybył. Czas ten poświęciliśmy sobie nawzajem, i Bogu. Dziękuje za uwagę.

Bogdan

Pobierz wszystkie zdjęcia