Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Dzień I

Wszystko rozpoczęło się w Chojnicach nad Jeziorem Charzykowskim. Tam załoga 12-osobowym na czele z O. Wiktorem wyruszyła na spływ kajakowy aby przemierzać rzekę Brdę. Abyśmy mogli nazwać się prawdziwymi kajakarzami rozpoczęliśmy nasz spływ od poziomu „hard”, czyli pokonaliśmy silne wiatry i mocne fale pod którymi o mały włos utopiłby się „Mały Ksiądz”. O dziwo udało się nam go ocalić ;-D. Pierwszego dnia słońce nie zaszczyciło nas swoją obecnością, jednak nam nie brakowało humorów. Po dopłynięciu na nasz pierwszy nocleg w Swornychgaciach i rozbiciu naszych namiotów, O. Wiktor odprawił dla nas Msze Świętą. Wspólni ugotowaliśmy sobie pyszny posiłek i grzecznie poszliśmy spać.

Dzień II

Kolejny dzień rozpoczął się jutrznia i eucharystią, do której dołączyli się ludzie, nasi sąsiedzi z pola namiotowego. Po śniadaniu i spakowaniu się, popłynęliśmy dalej. Dzień był spokojny i ciepły. Wieczorem po dopłynięciu do Parowa (albo Parówa):D, kolejnego naszego noclegu, okazało sie, że jedyną możliwością jest nocleg na polanie u gospodarza. Mogliśmy się wykapać pod czyściutką ale lodowatą wodą ze studni, nie ma na co narzekać;). Po sporządzeniu posiłku i odmówieniu nieszporów z kompletą, zabawiliśmy się w mafię. Zabawa okazała się strzałem w dziesiątkę.

Dzień III

Trzeciego dnia obudził nas poranny deszczyk, albo raczej ulewa, która zmoczyła nasze suszące się ubrania. Na całe szczęście pogoda się poprawiła i mogliśmy spakować je suche. Rano udaliśmy się na Msze Świętą, której towarzyszyły niesamowite odgłosy z gospodarstwa. Później dziewczyny przygotowały śniadanie. Rarytasem dzisiejszego dnia było mleko prosto od krowy. Po tym niesamowitym noclegu popłynęliśmy dalej. W Mylofie czekała nas zapora i przenoska. Tu mężczyźni mogli wykazać się swoją siłą. Dziewczyny opalając się, dopingowały chłopaków poprzez wymyślone piosenki. Chłopcy spisali się na medal. Wyruszyliśmy dalej do Rytla.

Dzień IV

Kolejnego dnia obudziło nas mocno grzejące Słońce. Oczywiście przed wyruszeniem w dalszą podróż O. Wiktor odprawił Mszę Świętą, a później zjedliśmy śniadanie. W końcu wyruszyliśmy. Rzeka miała dosyć wartki nurt i szybko przemieszczaliśmy się. Niestety nie obyło się bez wywrotki, a raczej dwu wywrotek. Pod wylaniu wody z kajaków popłynęliśmy jeszcze kawałek do miejsca noclegowego w Brdzie. Ci, którzy dopłynęli bez wywrotki postanowili również się zamoczyć w rzece skacząc do niej z brzegu. Po zebraniu suchych gałęzi z lasu na ognisko rozpoczęło się suszenie zalanych ubrań i przygotowywanie makaronu na kolację. Po kolacji i odmówieniu nieszporów wspólnie poznawaliśmy konstelacje gwiazd.

Dzień V

Po wczesnej, porannej pobudce i odprawieniu Mszy Świętej zabraliśmy się do śniadania. Spakowaliśmy wysuszone ubrania, które miały zapach wędzonki. Wyruszyliśmy w dalszą podróż do Gołąbka. Na trasie spływu napotykaliśmy masę przeszkód w postaci zwalonych drzew. Była też miła niespodzianka, obok nas płynął jakiś większy ssak. Po dopłynięciu do miejsca noclegowego część osób zajęła się przygotowywaniem miejsca tymczasowego pobytu, a część wyruszyła w podróż autostopem do najbliższego miasteczka po niezbędne produkty. Na kolację był makaron z wybornym sosem, któremu nikt nie odważył się oprzeć. Z wytęsknieniem czekaliśmy na ten niedzielny dzień, gdyż mogliśmy w końcu zjeść kanapki z wyczekiwaną Nutellą :Niestety w tym miejscu nie mogliśmy rozpalić ogniska, ale atmosfera była równie miła co przy ognisku. Graliśmy wspólnie w różne zabawy grupowe do późnych godzin.

Dzień VI

Tego dnia mogliśmy się wyspać, gdyż to był dzień w którym musieliśmy dać odpocząć naszym ramionom po wiosłowaniu. Zostaliśmy drugi dzień na tym samym polu namiotowym. Po śniadaniu rozpoczęliśmy my bardzo ciekawą dyskusje na bardzo różne tematy, które jednak w dziwny sposób były ze sobą powiązane. Następnie wyruszyliśmy pieszą pielgrzymką do miasta Tuchola oddalonego o 8 km od naszego obozowiska. Po dotarciu na miejsce O. Wiktor odprawił Mszę Świętą w kościele parafii Bożego Ciała. Później poszliśmy wspólnie na ciepły regionalny posiłek. Po posiłku zwiedzaliśmy rynek miasta i zrobiliśmy sobie kilka fantastycznych zdjęć. Niestety musieliśmy wrócić pieszo do naszego obozowiska przed zapadnięciem zmroku. Tanecznym krokiem z uśmiechami na twarzach wróciliśmy na pole namiotowe. Odmówiliśmy nieszpory i graliśmy w różne gry śmiejąc się przy tym do rozpuku.

Dzień VII

Siódmego dnia O. Wiktor odprawił Mszę Święta z samego rana. Co prędzej zabraliśmy się do jedzenia śniadania i pakowania. Wypłynęliśmy jak zwykle w pełnym stanie i pokonywaliśmy kolejne przeszkody rzeczne, których stopień trudności wzrastał z dnia na dzień. Szczęśliwie i sucho dopłynęliśmy do Piły. Po rozbiciu namiotów dziewczyny przygotowały pyszną kaszę na kolację. Następnie odmówiliśmy jak co dzień nieszpory. Tu również wesoło graliśmy w różne zabawy. Zabawą wieczoru okazały się kalambury, przy których było najwięcej śmiechu. Lekki deszczyk i silny wiatr zmusił nas do położenia się spać.

Dzień VIII

Jak co dzień i tym razem rozpoczęliśmy dzień jutrznią i eucharystią. Po śniadaniu wyruszyliśmy w dwudziestokilometrową podróż. Podczas podróży obyło się bez wywrotek i pogoda nam dopisała. Dosyć szybko dopłynęliśmy do miejsca noclegowego w Gostycynie pokonując przy tym najtrudniejszy odcinek rzeki. Czekał nas tutaj ostatni nocleg, lecz zanim do niego doszło odmówiliśmy nieszpory i przygotowaliśmy wspólnie znakomitą kolację. Jedliśmy ryż z jabłkami i cynamonem (brakowało w tym jedynie pieczonego boczku). Później siedzieliśmy przy ognisku popijając ciepłą herbatkę i bawiąc się wspólnie przy różnych grach równie dobrze jak każdego wieczora.

Dzień VIII

Ostatni dzień podróży rozpoczął się jak zwykle jutrznią i eucharystią. Na śniadanie pozjadaliśmy resztki naszego prowiantu. Płynęło się bardzo lekko i przyjemnie, lecz bardzo krótko. Po ostatnim dobiciu kajaków do brzegu rozpakowaliśmy się i zapakowaliśmy do samochodu nasze bagaże i kajaki. O. Wiktor i kilku chłopaków pojechało samochodem przenosić nasze bagaże a reszta postanowiła pojechać autostopem do Bydgoszczy. Podróż autostopem przebiegła szybko i bezproblemowo. Po krótkim czasie wszyscy spotkaliśmy się w Bydgoszczy, gdzie postanowiliśmy się ochłodzić przy kurtynie wodnej. Później poszliśmy na pizzę i postanowiliśmy odpocząć na trawniku w środku miasta. Tam bawiliśmy się i i robiliśmy sobie zdjęcia na tle wspaniałych zabudowań. Niestety nieuchwytny czas naszej podróży dobiegał końca i musieliśmy się pożegnać i wrócić do domu.

Justyna i Paweł

Pobierz wszystkie zdjęcia