Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Niektórzy z nas wrócili już po wakacjach do szkoły. Pierwsze dni września, a tu od razu masa nauki i kolejne obowiązki. Inni zamiast cieszyć się w pełni wakacjami, szukali mieszkań w nowych miastach lub myśleli o niezaliczonej sesji. Jednak pośród tego całego zamieszania, znaleźliśmy czas, aby spotkać się z sobą i z Bogiem. Przyjechaliśmy na Górę Św. Anny na epilog, czyli rekolekcje na dobry początek (taki „franciszkański inkubator wiary”). Nasze spotkanie rozpoczęło się w piątek. Podczas konferencji o. Fidelisa usłyszeliśmy o nawróceniu jawnogrzesznicy oraz o przebaczeniu, którego doświadczamy podczas Sakramentu Pojednania. Wieczorem, po Mszy Świętej, wspominaliśmy Święto Młodzieży. Niejednemu się wtedy łezka w oku zakręciła…

Kolejny dzień rozpoczęliśmy jak zwykle pobudką. Tym razem nie budziła nas schola, tylko dzwonek Służby Porządkowej ;) Jeszcze nie do końca obudzeni, ziewający i marzący o kawie, przyszliśmy na modlitwy poranne. Po śniadaniu (takim prawdziwym, na stołówce, a nie konserwie i zupce chińskiej) wysłuchaliśmy konferencji o. Wiktora. Ukazał nam on całkiem inne spojrzenie na przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie. Bóg przychodzi do nas jak ten samarytanin, z miłością, troską i bezinteresowną pomocą. Po konferencji losowaliśmy numerki, tym samym wybierając grupę. (Największym powodzeniem cieszyła się grupa pierwsza, której animatorem był Bogdan.)

Podczas spotkania w grupach każdy miał za zadanie narysować wykres przebiegu swojej wiary i opowiedzieć o nim, oraz zobrazować swoje dążenie do Boga.

W samo południe uczestniczyliśmy we Mszy Świętej-najważniejszym momencie każdego dnia naszych rekolekcji. Podczas kazania, wygłoszonego przez o. Fidelisa, spontaniczny śmiech wywołał fragment opowieści: „a wiadomo, ojciec mówi, siostra idzie.” Natomiast, gdy Ojciec opowiadał o działaniu Ducha Świętego w swoim życiu, panowała głęboka cisza i skupienie.

Po Eucharystii udaliśmy się na obiad, na który (ku zdziwieniu wielu uczestników epilogu) nie było spaghetti, tylko pyszne mięsko, kluseczki śląskie i buraczki… (Mniam, niech żałują ci, co nie byli!)
Po obiedzie mieliśmy czas wolny. Jedni spędzili go na adoracji i spowiedzi w kaplicy, inni na spacerze rekreacyjnym z o. Teofilem, a jeszcze inni na holu, podczas wspólnego grania i śpiewania z grupą ze Zduńskiej (piosenki ‚górkowe’ przeplatane piosenkami Dżemu). Gdy już obiadek ułożył się w naszych brzuszkach, zgromadziliśmy się, by odmówić Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Po niej wysłuchaliśmy konferencji o. Teofila. Ojciec, na podstawie przypowieści o Synu Marnotrawnym, mówił o przebaczeniu. O tym, że żywiąc do kogoś nienawiść, niszczymy samych siebie, a nie tego, kogo nienawidzimy, bo ten ktoś mógł już dawno o tym zapomnieć (lub nawet nie wiedzieć, że ‚coś do niego mamy’). Po kolacji (na którą był pyszny bigosik) planowana była ‚potupajka’, jednak ojcowie zaproponowali nam (i bardzo dobrze!) oglądanie filmu „Bezcenny dar” („The Ultimate Gift” 2006, reż. Michael Sajbel ). Wyświetlenie nam go okazało się ‚strzałem w dziesiątkę’. Chyba każdy, kto uważnie oglądał, poleca do teraz dalej. Film opowiada o młodym chłopaku, który w wyniku pewnej intrygi swojego zmarłego dziadka, poznaje co jest w życiu naprawdę ważne. Dostrzega, że to nie pieniądze dają szczęście, i że dobro zawsze ma sens. Nie tylko przesłanie filmu jest godne podziwu, ale również dopracowane są zdjęcia, muzyka i dialogi (podczas których albo wszyscy się śmialiśmy, albo panowała absolutna cisza). Wprowadzeni w poważny klimat, uczestniczyliśmy w wieczornym nabożeństwie pod hasłem „Młodzieńcze, Tobie mówię wstań.” Było ono dla nas czasem łaski. Wielu doświadczyło mocy przebaczenia oraz nieogarniętej Miłości Bożej. Zwłaszcza wtedy, gdy ojcowie indywidualnie modlili się nad każdym, modlitwą wstawienniczą. Po nabożeństwie po raz kolejny była okazja do spowiedzi. I wielu z niej skorzystało, bowiem ojcowie spowiadali aż do pierwszej w nocy! Gdy już nastała cisza nocna, wszyscy spokojnie zasnęli w swoich łóżeczkach („przy zgaszonym świetle i w ciszy”), niektórzy usypiani bajkami przez SP (pokój 89),inni zmęczeni hasaniem po korytarzu (pokój…albo niech to zostanie tajemnicą…).

Następnego ranka, dźwięk budzików wyrwał nas z kolorowych snów, więc nie pozostawało nic innego jak wstać i udać się na modlitwy poranne. Nad wszystkim czuwała nasza kochana Służba Porządkowa („schnell, schnell!”). Po śniadaniu ponownie spotkaliśmy się w swoich grupach, by wspólnie rozważać fragment Pisma Świętego (Łk 14, 25-33) oraz porozmawiać o tym, dlaczego ludzie oddalają się od Boga. Podczas Eucharystii, której przewodniczył o. Teofil, można było złożyć przyrzeczenie Duchowej Adopcji (czego wielu się podjęło). Na koniec odbyły się podziękowania: scholi (za ubogacanie nas swoimi talentami), Służbie Porządkowej (…za ubogacanie nas swoimi talentami ;) ), animatorom (za ubogacanie nas swoimi talentami!), ojcom (za…no wiadomo) i wszystkim, którzy przyczynili się do takiego przebiegu naszych rekolekcji. Wychodząc z sali św. Maksymiliana, mogliśmy wylosować karteczkę z kilkoma fragmentami z Pisma Świętego. Duch Święty działał, gdyż każdy wybrał takie teksty, które były kierowane właśnie do niego. (‚Przypadek?! Nie sądzę.’)
Po Mszy Świętej zjedliśmy obiad (nie będę już opowiadać co pysznego jedliśmy, aby tym, którzy nie byli nie robić przykrości ;p ) i nadszedł czas pożegnań, całusów, ukradkowych łez i wymieniania się danymi (pewnie po to, aby znaleźć się na ‚fejsiku’). Po tych wszystkich czułych chwilach porozjeżdżaliśmy się do swoich domów…

Myślę, że każdy z uczestników epilogu potrzebował pobytu w tym „franciszkańskim inkubatorze wiary”. Z nową mocą i siłą powróciliśmy do naszych środowisk, by dalej świadczyć o tym, czego doświadczyliśmy, i wciąż doświadczamy…

Ula z SP

Pobierz wszystkie zdjęcia