Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Dnia 1 lutego 2007 roku o godz. 12:00 o. Barnaba pojawił się na Dworcu Głównym we Wrocławiu i dość szybko został otoczony… przez młodzież wyjeżdżającą na zimowisko do Kłodzka. Podróż przebiegła bez większych incydentów, czego powodem było prawdopodobnie rozbicie grupy na mniejsze części i rozrzucenie jej po całym pociągu. Dzięki temu ominęła nas tragedia… A przynajmniej została przesunięta, gdyż jak wiadomo trzeba jeszcze wrócić. Ale ważne, że pociąg się nie wykoleił… Przynajmniej na razie.

Kiedy dotarliśmy na miejsce wszyscy ucieszyli się na widok samochodu kierowanego przez o. Jozuego. Parę osób nawet z radości do niego wskoczyło. Niestety był to transport tylko dla naszych bagaży.

Ruszyliśmy do miejsca zamieszkania, idąc wzdłuż Nysy Kłodzkiej i po drodze spotkając wzorowych (lub mniej) mieszkańców Kłodzka. Po dotarciu na miejsce rozlokowaliśmy się w pokojach. Łóżka górne w jednym z pokoju dziewczyn okazały się nie mieć barierek, ale i tak w najgorszej sytuacji byli chłopcy, którzy łóżek po prostu nie mieli.

Po (pysznej) kolacji odbyło się bardzo ciekawe spotkanie integracyjne, na którym za pomocą kwadratów, kółek, alf i trójkątów zostaliśmy podstępnie podzieleni na grupy. Ale ponieważ są sprytni i sprytniejsi (czytaj my) to nie loteria decydowała o podziale, a nasze sztuczki z kartami (tfu! Kalendarzami) O później porze uczestniczyliśmy w Mszy Świętej, w czasie której ojciec Alan zgniótł jajko, które okazało się być wydmuszką:) Po Mszy Świętej rozeszliśmy się do pokoi i o 24:00 zaczęła się cisza nocna. No… przynajmniej TEORETYCZNIE. Ale w końcu wszyscy poszli spać…

Dnia drugiego wstaliśmy o 8:00, po modlitwach zjedliśmy śniadanie i odbyła się konferencja, bądź, jak kto woli, „drzemka po śniadaniu” cytując ojca Jozuego. Następnie ruszyliśmy na rajd po Kłodzku. Zaprzyjaźnieni z miejscowymi wróciliśmy wszyscy punktualnie z powrotem i zjedliśmy obiad. Po obiedzie było pogodne popołudnie, na którym dowiedzieliśmy się bardzo ciekawych rzeczy. Potem Eucharystia, a następnie kolacja Ogólnie był to bardzo owocny dzień, który jednak trzeba było przeżyć, aby wiedzieć, o co chodzi. Po kolacji były modlitwy wieczorne w duchu Taize w czasie, których była okazja do spowiedzi.

Dzień trzeci zaczął się jak poprzedni o 8:00, a już na 10:30 szliśmy do kościoła Franciszkanów na święcenia kapłańskie ojca Fidelisa. Po Mszy Świętej Żubry i Stare Herbatniki Babci Jadzi wyszły do Domu Małego Dziecka, a grupy pozostałe miały konferencję… W Domu Małego Dziecka mieliśmy przedstawić scenki, ale wszyscy woleli się bawić z dziećmi, które były naprawdę kochane… Potem nastąpiła zamiana, a następnie obiad. Po obiedzie odbyło się pogodne popołudnie z ogłoszeniem wyników rajdu i kolejnymi konkursami. Po kolacji wyszliśmy do bardzo pobliskiego Kościoła na Adorację, w czasie, której ponownie chętni mogli się wyspowiadać. Po powrocie do domu wszyscy szybko pokładli się do łóżek, gdyż ten dzień nas wykończył.

W niedzielę wstaliśmy, jak co dzień, a już na 10:30 szliśmy do Kościoła Sióstr Klarysek. O godzinie bliżej nieokreślonej poszczególne grupy wyszły szukać bliżej nieokreślonego celu, po drodze rzucając jajkami, śpiewając piosenki, tańcząc na środku Kłodzka poloneza. Wszyscy świetnie się bawili. Następnie był czas wolny i niektórzy pojechali do Aquaparku. Po ich powrocie zjedliśmy kolację, a potem odmówiliśmy Różaniec. Cisza nocna jak zwykle zaczęła się o 00:00 (przynajmniej teoretycznie).

Następnego dnia wybrana grupa wytrwałych wyszła z o. Barney’em w góry, grupa ślimaków na pagórki, a pozostali zostali i sprzątali, oraz wyszli do Domu Małego Dziecka. Po obiadokolacji zjedzonej w różnych grupach w zależności od zajęcia przez cały dzień, odbył się ostatni Pogodny Wieczorek w trakcie, którego ogłoszono wyniki konkursu na najlepszą grupę, który wygrały Żubry, oraz wszyscy złożyli życzenia urodzinowe jubilatce- Gosi. W jadalni stanął szwedzki stół, ponieważ było nas tak dużo, że nie mogliśmy siedzieć przy jednym stole. Wyjątkowo późno odbyły się modlitwy wieczorne i cisza nocna zaczęła się także późno, bo o 00:45.

Ostatnia noc była najciekawsza. Ojcowie wymiękli około 02:30 i wtedy do akcji wkroczyli Kotek z Wojtkiem, którzy …/CENZURA/… Ostatni nasz dzień pobytu w Kłodzku rozpoczęliśmy o 8:30 (dzwonkiem, który niestety przez noc się znalazł), co było ewenementem, gdyż zawsze wstawaliśmy pół godziny wcześniej.

Niektórzy obudzili się z różnymi maziami na twarzy, ale sprawców w większości nie dało się załapać. Najczęściej używaną bronią był brokat, pasta do zębów, oraz cienkopis koloru zielonego. O 9:00 pomodliliśmy się i następnie zjedliśmy śniadanie. Po śniadaniu nastąpiło pakowanie i sprzątanie. O 11:30 odbyła się Eucharystia a po niej chętni złożyli obietnicę i dołączyli do Duchowej Adopcji.

Pożegnanie trochę nam zajęło, mimo że zaczęliśmy wcześniej. I w końcu każdy odjechał w swoją stronę… Ale jeszcze się spotkamy, prawda??

Pobierz wszystkie zdjęcia