Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Poniedziałek

Ach i nastał poniedziałek. W końcu ten upragniony dzień, w którym młodzież ze wszystkich stron świata (może nie traktujmy tego tak dosłownie…) dotarła do Dunsa Szkota w Kłodzku. I właśnie dzięki niej na jego korytarzu znowu było gwarno. Po szybkim ogarnięciu siebie i pokoi poszliśmy na kolację (mniam:P). W tym roku ku naszemu zaskoczeniu nie było przypalonej herbaty O.Augustyna… Gdy tak sobie smacznie jedliśmy prawa ręka zimowiska (czyt. O.Jozue) powoływał ochotników z wyboru do sprzątania rzecz jasna… Nieco później z uśmiechem na twarzy rozpoczęliśmy pogodny wieczorek, „Jestem blondynem (prawda)”, „Jestem brunetem (fałsz)”:D Loteria nastąpiła przy podziale na grupy, aż cztery grupy: Fc Smerfy, Picolaki, Nieoszlifowane (ale po pobycie w górach już oszlifowane) Diamenty i Bezimienne trampki. Na początek okrzyk! A potem to już tylko z górki…. Prawie jak „Śpiewające fortepiany” pojedynkowaliśmy się na kolędy;P Kolejnym jakże absorbującym zadaniem było „zbudowanie” z członków grupy zwierzątka. Paw Picolaków dostał klaustrofobii, żółw Fc smerfów miał bardzo, ale to bardzo mocny pancerz, żyrafa diamentów miała dłuuugą szyję (i ogon także) a słoń Bezimiennych trampków naprawdę okazał się słoniem.:) Dzień zakończyliśmy Eucharystią w kaplicy dziękując Bogu za łaski kończącego się dnia.. Po ulubionym ostatnim punkcie programy czyt. Bajce na dobranoc O.Jozue przedstawił nam kilka drobnych, naprawdę drobniutkich instrukcji: 1)Dyżur we wtorek obejmują… Nieoszlifowane Diamenty( wielka radość z ich strony?) 2)Zgodnie za standardami UE na jeden prysznic przypada 20 osób. U nas mamy ten luksus i na jeden prysznic przypada średnio 11 osób z czego 6 mininut do wykorzystania mają chłopcy a 6 i pół dziewczyny:D( z zegarkiem w ręku) I nastała cisza nocna….ciiiiii

Wtorek

I tak nastał wtorek. Z racji tego, że Franciszkanie są bardzo dobrzy spaliśmy aż do 8. Oczywiście jak na Dzieci Boże przystało po ubraniu się i „wymodelowaniu” udaliśmy się na modlitwy poranne a zaraz po tym na śniadanko przygotowane przez grupę Nieoszlifowanych Diamentów. Następnie była bardzo ciekawa konferencja Ojca Jozuego o sakramencie pokuty. Dowiedzieliśmy się wielu interesujących rzeczy, ale nie obyło się też bez pytań, może niekoniecznie mądrych, ale to lepiej pozostawić bez komentarza=). Niektórzy najwidoczniej wychodzili z tego zalożenia, że kto pyta nie błądzi=) Po tym wszystkim grupy mialy czas na przychodowanie bajek. Och… ile każda grupa włożyła w to pracy, czego efekty można było zobaczyć już wieczorem. Tak tez grupa Diamentow miała wspanialą bajke o stworzeniu ludzi białych. Picolaki zdecydowanie woleli wszechświat=). Ich bajka była o zielonym smoku, stonodze i przepysznych (papierowych) kosmicznych buleczkach=). Wygląd smoka i stonogi pozostawia wiele do życzenia, ale śmiechu było co nie miara:D I wreszcie bajka Trampków – Czy można zatrzymac czas? Uświadomili oni nam, że czas jest bardzo cenny i zawsze winniśmy go pożytecznie wykorzystywać. Pewnie niektórzy zapytają, a gdzie jest coś o bajce Smerfów…? A no z przyczyn wyższych niestety nie udało im się jej przedstawić. Wszystkie bajki zostały ładnie ocenione i solidnie puntowane=). To był zdecydowanie dzien bajkowy, bo i po naszych przedstawieniach O. Augustyn zaproponował nam „Film o pszczołach”. Każdy wygodnie się ulokowal i z zaciekawieniem oglądał tą bajeczkę. Następnym punktem programu była Eucharystia. Udaliśmy się do kaplicy, aby móc zakończyć i podziękować Bogu za ten owocny dzien. Następnie O.Jozue podał informacje na dzien nastepny, ogłosil, o której jest cisza nocna, ale zapomnial o czymś wspaniałym- o bajce na dobranoc… No niestety. Zorientował się już po wyjściu z kaplicy. No ale wybaczyliśmy mu to, bo jakże można było inaczej uczynic?=) Nawet Jemu dał się we znaki bajkowy dzień=). Po powrocie z Eucharysti natychmiast zrobilo się tloczno pod łazienkami ale jakże i milo? Wszyscy dzielniw yetrwali w kolejkach, a gdzy nadszedł czas ciszy nocnej wszyscy razem, a zarazem każdy z osobna udał się do swojego łóżeczka=))

Środa

Ach, co to była za noc…ciepła ale krótka. Kolejny raz dzięki dobroci naszych Ojców pospaliśmy aż do 7.30. Plan dnia był „wypchany” aż po brzegi. Po porannych modlitwach-jutrzni zabraliśmy się do jedzenia przepysznego śniadania przygotowanego prze Smerfy…uff kolejny dzień minął bez rozstroju żołądków? „Stoi na stacji pociąg zielony, dyszy i dyszy…” 9.02-Kłodzko Główne-Bardo Na stacje kolejową podążyliśmy za ojcem Augustynem („Droga wycieczko…”) Na miejscu spotkaliśmy już czekających na nas Smerfów ( którzy z racji dyżuru pojechali autkiem). W Bardo uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, a następnie tamtejszy proboszcz widząc nasze zmarznięte miny pokrótce opowiedział nam historie kościoła. Potem udaliśmy się do muzeum (z Aleksandry-Aleksander powstal=)) Ale główną atrakcją była ruchoma szopka taka kolorowa i aniołek, kóry wzbudził soba duże zainteresowanie…my wiemy dlaczego… I tak oto wygłodniali wróciliśmy na obiadek. W czasie wolnym każdy zwiedzał Kłodzko orientując się także w „Fast foodach:P”. Bardzo tajemniczym punktem środowego planu było coś (nikt nie wiedział wtedy co) -„O piątej ewangeli”. Ojcec Jozue wtedy przybliżył nam wspomnienia z franciszkanskiej wizyty w Ziemi Świętej (one dolar $$). Jednakże najbardziej wyczekiwanym dla nas momentem była adoracja… Wgłębialiśmy się w rozważania Matki Teresy oraz śpiewaliśmy. Ehh….. co to było za uczucie. Na koniec tak pięknego dnia oczywiście bajka na dobranoc i wyścig pod prysznic. Kto pierwszy ten ma zimną wodę Ciszaa…..

Czwartek

Te dni tak szybko zleciały… W wielkim zaciekawieniu uczestniczyliśmy w konferencji prowadzonej przez ojca Augustyna na temat rodziny. Oczywiście nie obylo się bez pytan mniej i bardziej mądrych… Dyżur miały Picolaki hmm…. Słona herbata nie była slodka :P Całe popołudnie ciężko pracowaliśmy uff…istna burza mózgów. Każda grupa w innym miejscu Dunsa Szkota w istnym odosobnieniu układała rymy i linijka po linijce powstawały piosenki. Zostały one zaprezentowane dopero w piątek wieczorem ale emocje cały czas wszystkim towarzyszyły. Muzyczny dzień jeszcze się nie kończył. Gwoździem programu było karaoke! Fc Smerfy wypięły się na Zośkę, Picolaki śpiewały nie po polsku, a czerwone korale Bezimiennych były powalające. Ze zdartymi głosami, ale zadowolonymi minami ruszyliśmy na Eucharystie . Na koniec krótka bajeczka i spać(wydawaloby się)…? „Zieloną noc” pozostawmy wspomnieniom…;D

Piątek

Przedostatni dzień naszego pobytu w Dunsie Szkocie.I juz o poranku było bardzo wesoło. Bo przecież „każdy święty chodzi uśmiechnięty” :). Tak więc po pobudce i porannje toalecie toalecie była jak zwykle, jak codzień jutrznia i my- Dzieci Boże zawierzaliśmy ten dzień Naszemu Stwórcy. Następnie śniadanko przygotowane przez grupę Bezimiennych Trampków.. pyszności oczywiście:). A potem… no wlaśnie potem po przygotowaniach wyjechaliśmy busami do Dusznik Zdrój, aby tam móc obejrzeć piekny park i jakże śliczną świecącą fontannę. Szkoda tylko, że świeci ona wiosną i latem, ale nasza wyobraźnia nie zna granic, a co za tym idzie… dla nas ta fontanna była kolorowa nawet zimą:) Oooo… i teraz się zacznie :). Dzielnie wyruszyliśmy z naszymi „wilebnymi” w góry, głownie po to, aby dotrzeć do schroniska „Muflon” i miec możliwosć zjeżdżania na „jabłuszkach” :) (po naszemu nazywały się one nieco inaczej, ale ciii ). Został nawet przeprowadzony konkurs- którzy dwaj przedstawiciele, lub przedstawicielki każdej z grup dojadą najdalej. Dominowała grupa Trampków i Smerfów. żeby nie bylo, to o. Augustyn dopiero pokazał nam jak sie powinno zjeżdżać :). Po tym wszystkim nastąpił moment schodzenia z tych gór, a przy tym było megaśmiesznie i nawet co niektórzy sprytnie wykorzystali „jabłuszka”. Szlismy i szliśmy aż w końcu dotarliśmy do klasztory Franciszkanów (jednego z czterech na Dolnym Śląsku) i tam napilismy sie ciepłej herbatki i zjedliśmy rożne słodkości.Gdy juz wszyscy odpoczeli po zjazdach na „jabłuszkach” i wedrówce górskiej (niestety wciąż bylismy cali mokrzy) podreptaliśmy do busów, aby móc powrócić do Kłodzka, do naszego ciepłego Dunsa Szkota. Tam natychmiast się przebraliśmy, a kaloryfery i rurki od grzejników były obciążone naszymi ubraniami (tak to jest, jak sie wypuści „dzieci na śnieg:)). W wolnym czasie każda z grup dopracowywała piosenkę o innej grupie wylosowanej przez siebie, a także myślała nad zabawą jaką miała zaproponować innym uczestnikom pod koniec dnia. Nastała godz 18.00- czyli czas kolacji. Wszyscy podążyli na nią z radością, aby nabrac sił na ostatni już pogodny wieczorek, na którym miały zostać zaśpiewane piosenki o grupach i pokazane zabawy. I tak tez bylo… piosenki były bardzo pomysłowe i każdego wykonanie okazało się wyjątkowe. A zabwy… ehh… udane- oczywista oczywistość :)Grupa Nieoszlifowanych Diamentów pokazała „Labado”- taniec, kórym tancząc w kólku trzymamy sie za różne częsci ciala, np. za głowę, uszy, kostki itd. :) Kolejna grupa tj. Smerfy zaproponowały nam „Rolinika”, który początkowo był sam w dolinie, ale to nie trwało zbyt długo, bo szybko utworzył całą familię :). Picolaki zabawiły sie w „Pingwina”. I było bardzo przyjemnie jak i wesoło :). I najwspanialsza zabawa wieczoru… był to pomysł grupy Trampków – czyli „Deszcz Amazonki”. Trzeba było zamknąc oczy i się wsłuchac… wspaniałe efekty :). A Ojcowie nie chcieli być gorsi i też przygotowali dla nas zabawę, która zwała się „Cytrynka” (która najwidoczniej była czapka o. Jozuego :)). Oj śmiesznie było. Taaakkk… każda zabaa ma swój urok. I tak tez na tym zakończyliśmy ostatni pogodny wieczorek. Ale sam wieczór sie jeszcze nie kończył. Według naszego zwyczaju udaliśmy sie do kaplicy na Eucharystię, która była ostatnią wieczorną mszą tych rekolekcji. Wszyscy w szczególnym skupieniu dokonaliśmy refleksji nad spędzonym czasem na tym zimowisku. A kiedy msza dobiegła końca w ciszy udaliśmy się do Dunsa, aby się wykąpać i dostosowujc się do ogłoszonej ciszy nocnej, znaleźć się w swoich łożkach i jak „aniołki?” zasnąc…. :)

Sobota

Tak tak…. to juz sobota. Ostatni dzień naszego zimowiska rekolekcyjnego =( Franciszkanie okazali sie w 100% dobrzy, bo mogliśmy pospać aż do 8.15. Lecz niestety po przebudzeniu wszyscy uświadomili sobie, ze to już koniec tych wspaniałych dni w Kłodzku. Po porannje toalecie ruszyliśmy na dół, do sali na modlitwy i śniadanko. Po napełnieniu swoich brzuszków nadszedł moment na ostatnią Eucharystię tych rekolekcji, gdzie my, mieliśmy swoje własne kazanie. Po usłyszeniu Ewangelii, każdy z nas mógł powiedzieć jakie on dziś usłyszał pytanie od Pana Jezusa… było to naprawdę piękne. Po owocnym przeżyciu tej mszy, podziękowaniu za czas tego tego zimowiska i prośbach o szczęśliwy powrót do naszych domów podreptaliśmy z powrotem do Dunsa gdzie szykowały się „wielkie porządki” i tak tez było. Wszyscy krzątali się po pokojach i korytarzu,a by Duns Szkot wyglądał olśniewająco. (śmiemy stwierdzić, że efekt końcowy właśnie taki był:)). Po uporaniu się z porządkami rzecz jasna był i obiad, tzn. zupa zwana obiadem :). Kiedy się nia posililiśmy nastąpiło dopakowywanie ostatnich rzeczy iii…. pożegnanie (jakie to wzruszające ;( ). Przytulania i podziekowań za ten wspólnie spędzony czas , końca nie było widać, ale jednak trzeba było się rozstać… Ostatnie zdjęcie grupowe i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Mamy nadzieję, że za rok znowu się zobaczymy, a owoce tych rekolekcji bedą zauważalne w życiu codzinnym każdego z nas:). Ojcom szczególnie dziękujemy za ich wszelki trud włożony w to zimowisko, wytrwało i cierpliwość do nas :) Serdeczne Bóg Wam zapłać :).

Picolaki z Głubczyc

Pobierz wszystkie zdjęcia

Zobacz galerię Doroty