Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Sobota. 11 lutego 2012 – jeden dzień w życiu, może nawet jedyny, w którym jedna decyzja definitywnie zmienia życie człowieka.
Śluby wieczyste. Dwa słowa, które są przesileniem, która egzekwuje tą jedyną decyzję.

Czystość, Ubóstwo, Posłuszeństwo. Trzy węzły na cingulum. Pamiątka po Żebraczynie z Asyżu, który najpełniej wcielił się w Jezusa.

Tak się rozpoczyna wyliczanka, która zdominowała moje 24 godziny z piątku na sobotę. Przyjechałem da Górę Świętej Anny ok. godziny 18. Adoracja, kolacja i Spowiedź Święta. Trzy rzeczy, które się wydarzyły w tym dniu na nowo mi przypomniały, jak dobrze przyjechać choć na tak krótki czas do Babci. Z dala od zgiełku i pospiechu czas się snuł do godzin wczesno wieczornych ok. 22:30, kiedy skończył się dla mnie ten dzień.

Godzina 7:15 – 7:30, dla niektórych wczesny ranek, dla niektórych środek dnia. Dla mnie poranek bo wstaję zwykle godzinę później:). O 8 jutrznia, a po jutrzni śniadanie. Na śniadanie też się Tomek z Przyszowic.(Jego też są zdjęcia, które widzicie obok tego tekstu). Przed 9 wyjechaliśmy z Górki w kierunku Zdzieszowic, żeby zatankować i zrobić zakupy na poczęstunek we Fraternii we Wrocławiu. W busie było nas 6 mężczyzn. Droga do Wrocławia – Różaniec, pochrapywanie i popisy akrobatyczne Patryka, migawki świata za oblodzonymi szybami. We Wrocławiu znaleźliśmy się w komplecie. Msza Św. rozpoczęła się o godzinie 11 i trwała ok. 1,5 godziny. Warunki były lekko niesprzyjające tzn. chłód w kościele dał się nam we znaki, czego efektem były przemarznięte nogi.

Ale to nie ma żadnego znaczenia, bo ciało kiedyś będzie bardziej zimne, a duszą jest gorąca przez całą wieczność. I co moja dusza na to? Zobaczyła wielka wiarę wokół, tak dużą, że aż trudno uwierzyć… Co na to rozum? Z jednej strony poczuł „zapach” historii, ponad 800 lat reguły Franciszkanów, która do tego w neogotyckim kościele p. w. św. Antoniego, ukazuje każdemu, że jest wiecznie żywa. Z drugiej ciągłość pomiędzy Św. Franciszkiem a dzisiejszymi braćmi zakonnymi. Gdyby zobaczyłby to pewien człowiek, to może niebyły „wiecznie” żywy na Placu Czerwonym w swoim mauzoleum…
A co na to moje ciało? Warto żyć, by takie chwile przeżywać i nie ważne jak może być zimno, za chwilę i tak będzie ciepła herbata…

Co było później? Smutna konieczność pożegnań i niecierpliwość do następnego spotkania. Przyszła też chwila nad zastanowieniem się o minionej chwili. Z perspektywy „cywila” słowa ślubów wieczystych może nie są zbyt okazałe i napełnione siłą, ale dla Zakonu Braci Mniejszych są podstawą całego życia. Póki co ich „zwykłość” i „słabość” są dla mnie nie do końca zrozumiałe, ale może Bóg Wszechmogący da mi kiedyś poznać ich głębię…
Wodek

Pobierz wszystkie zdjęcia