Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Rekolekcje studenckie… Chciałoby się rzec, że jest się studentem, ale nie ma niestety już takiej możliwości. I nawet do młodzieży pracującej jest już daleko:). Ale nie o tym miałem pisać:). Przechodząc przez wspomnienia łączące się z rekolekcjami trudno jest je nawet po tygodniu jakoś poukładać, bo jest ich bardzo dużo. Przypomina mi się piątek razem z drogą krzyżową w grocie lurdzkiej, przypomina mi się późniejszy wieczór razem z konferencją. Chodzą mi po głowie wspomnienia z soboty i widzę w nich jutrznie, konferencje przedpołudniowe, modlitwy przed obiadem, zwiedzanie miejsc, w których nie powstała do tej pory moja noga:), Koronkę do Bożego Miłosierdzia i Mszą Św. i to, co wydarzyło się po południu i wieczorem (film o C.S. Lewisie i Adoracja Najświętrzego Sakramentu). O posiłkach nie wspominam nie ze względu na to, że ich nie było. Po prostu nie były one aż tak ważne jak to, co się działo przed i po nich:). W niedzielę podobie jak w sobotę: jutrznia, śniadanie, krąg biblijny, Msza Św. obiad i pożegnania.
Zastanawiam się teraz, co zostało we mnie po tych rekolekcjach. Przede wszystkim poczucie, że jest się we wspólnocie osób o podobnym spojrzeniu na rzeczywistość, na „tu i teraz”. Jest się we więcej niż we samemu, więc Jezus jest wśród nas. Czułem też rękę Boga nad nami, bo napotkaliśmy wiele dobra w samych sobie, ale i w otoczeniu w postaci m. in. pięknej pogody.
Oprócz tego dobrze jest znów spotkać dobrych znajomych, jak się zmieniają w przeciągu kilku misięcy, ale i lat. Czas płynie, człowiek wchłania coraz więcej doświadczeń, coraz więcej obrazów, przemyśleń, zmienia się zauważając z coraz to nowej perspektywy Boże przymioty. I chyba w końcu braknie czasu na tym świecie, żeby wszystkiego doznać. Całe szczęście, że mamy jeszcze wieczność na obcowanie z Tatą:)

Wodek

Pobierz wszystkie zdjęcia