Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

W tym roku na górkowej majówce czuliśmy się jak u Pana Boga za piecem. Ojciec Teofil zabrał nas w swoje rodzinne strony.  Jechaliśmy ponad 7 godzin, aby dostać się do miejsc, w których świat prawie się zatrzymał. Każdy dzień wypełniony był atrakcjami związanymi z serią filmów Jacka Bromskiego oraz z dzieciństwem naszego duszpasterza. Wspaniale było podziwiać te wszystkie niezwykłe widoki nieograniczone zabudowaniami i liniami energetycznymi, łąki pełne kwitnących kwiatów, idealnie błękitne niebo. Sama nie wiem czy spało się tam tak dobrze, bo po prostu byliśmy zmęczeni po całym dniu atrakcji czy ze względu na wyjątkowo świeże powietrze. Jak przemierzać całą Polskę i się nie nudzić? Jak jechać na trzy busy i mieć ze sobą kontakt? My wyposażeni w CB-radio rozmawialiśmy, żartowaliśmy, robiliśmy piosenkowe zawody, modliliśmy się. Późnym wieczorem dotarliśmy do upragnionej bazy noclegowej w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku. Z tego miejsca każdego dnia wyruszaliśmy na całodniowe wycieczki, aby wieczór spędzić oglądając film „U Pana Boga…”.

W sobotę wybraliśmy się do Supraśla, aby zwiedzić Monastyr Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy i św. Apostoła Jana Teologa, gdzie znajduje się Ławra Supraska – jeden z pięciu prawosławnych klasztorów męskich w Polsce. Między innymi tam nagrane zostało kilka scen filmu. Mieliśmy szczęście, ponieważ akurat wtedy nasi bracia w wierze przeżywali Wielką Sobotę. Była to okazja do podpatrzenia ich gwary i zwyczajów, m.in. harmonijnych śpiewów, a wieczorem procesji rezurekcyjnej. Miało nie być gór – a jednak, nawet tam coś się znalazło. Wdrapaliśmy się na niewielki pagórek idąc po błotnisto-piaszczystych terenach. Warto było – punkt widokowy dostarczył nam zapierających dech w piersiach widoków. Zmarznięci marzyliśmy o gorącej herbacie i czymś słodkim. Przygarnęła nas koleżanka ze studiów o. Teofila, której nie straszne były 23 pary ubłoconych butów. Zajadając ciasto słuchaliśmy historii z czasów studenckich. Popołudnie pełne wrażeń – uczestniczyliśmy w ślubie kuzyna naszego duszpasterza. Po wieczornym seansie filmowym pojechaliśmy zobaczyć, jak prezentuje się Białystok by night.

Niedzielny poranek rozpoczęliśmy Mszą św. w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, gdzie znajdują się relikwie bł. Michała Sopoćki. Ojciec Teofil wykazał się nie lada umiejętnościami kaznodziejskimi – wygłosił kazanie, na którego przygotowanie miał… 2 minuty (ksiądz rozmyślający zawsze ma coś do powiedzenia :-) ). Po procesji eucharystycznej błyskawicznie spakowaliśmy się, aby wyruszyć do Królowego Mostu. Tam udaliśmy się do cerkwi – złocenia przeplatały się z intensywnymi barwami i brązem ikon. Był tam nawet obraz świętej Anny. Nie obyło się bez pamiątkowego zdjęcia przy znaku „Królowy Most”, gdzie w filmie stał radiowóz policyjny. Kolejnym miejscem do jakiego trafiliśmy był meczet tatarski w Kruszynianach. Aby przekroczyć próg świątyni należało zdjąć buty, wewnątrz dowiedzieliśmy się co nieco na temat wiary i życia w tamtejszej gminie. Następnie cała wycieczka udała się na cmentarz, gdzie miesza się kultura chrześcijańska i muzułmańska. Kruszyniany nie były ostatnim punktem programu. Po szybkim ogarnięciu się, zabraniu kiełbasek, sałatki i dobrego humoru pojechaliśmy naszą wesołą wycieczką do Pomigaczy, aby spędzić ten wiosenny wieczór przy skwierczącym ognisku. Niejeden z Was rozmarzyłby się na widok tego wszystkiego co kryje Majątek Howieny – kangury, papugi, pawie, a nawet mała sarenka to tylko część niezwykłości tego miejsca. Dla męskiej części – wóz strażacki i policyjny z filmu „U Pana Boga za piecem” oraz sprzęty zaginionych zawodów. Wieczór upłynął nam na tańcach i śpiewaniu starych przebojów przy dźwiękach gitary. Ostatnią resztką sił obejrzeliśmy drugą część filmu.

W poniedziałek musieliśmy wstać wcześnie rano, jechaliśmy na uroczystości z okazji Święta Flagi Państwowej i nie wypadało się spóźnić. Na granicy polsko-białoruskiej dowiedzieliśmy się wielu faktów dotyczących służby w Podlaskim Oddziale Straży Granicznej i mieliśmy okazję poznać brata naszego duszpasterza. Popołudniu dotarliśmy do  Sokółki, gdzie kilka lat temu wydarzył się cud eucharystyczny. Adoracja i Msza święta w takim miejscu – niezwykłe doświadczenie. Tam też kręcony był wcześniej wspomniany film. Z zakupionymi sękaczami (typowe podlaskie ciasto) wróciliśmy do Białegostoku. Zjedliśmy obiadokolację, by nabrać sił na seans i zwiedzanie miasta po zmroku.

Smutno było rozstawać się z tą wyjątkową krainą. We wtorek po śniadaniu i sprzątaniu, spakowani i przygotowani do długiej podróży wyruszyliśmy jeszcze odrobinę pozwiedzać. Pierwszym miejscem był Tykocin – a tam filmowa karczma „Zapiecek”, rynek na którym Bocian rozprawiał się z Gruzinem i wiele innych filmowych krajobrazów. Ostatnim przystankiem były Wadowice ojca Teofila. W Zambrowie po krótkiej wycieczce krajoznawczej uczestniczyliśmy w Mszy świętej, modląc się o szczęśliwy powrót do domu. W Częstochowie po tradycyjnej wizycie w dobrze wszystkim znanej restauracji pożegnaliśmy się, wyłączyliśmy CB-radio i każdy pojechał w swoją stronę.

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócimy tam, gdzie było nam jak u Pana Boga za piecem.

GabiHo :)