Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Na takiej pustelni jeszcze nie byłam. Niezwykłe doświadczenie łaski, działania Ducha Świętego, rozmów…ze swoją duszą, rozeznawania woli Bożej.

W tym roku nasze formacyjne rekolekcje przebiegały według zupełnie innej formy niż dotychczas. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy – MarięMartę, opierając się na zasadach pustelni świętego Franciszka. Gdy młodsze stopniem osoby trwały w modlitewnym skupieniu, starsi członkowie wspólnoty wykonywali drobne prace, służąc pozostałym. Po kilku dniach nastąpiła zmiana. Gdy Marty myły okna mogły obserwować zaczytane w Pismach świętego Franciszka Marie (zachęcam do lektury; prostota i pokora Biedaczyny oraz wielka cześć do Najświętszego Sakramentu stały się dla mnie inspiracją i rachunkiem sumienia). Plan był dość minimalistyczny, każdego dnia taki sam, co znacznie ułatwiało wejście w rytm pustelni. Duża ilość wolnego czasu czyniła nas odpowiedzialnym za własne skupienie.

Poranek rozpoczynaliśmy jutrznią i rozważaniem Ewangelii wg św. Marka. Słowo Boże towarzyszyło nam aż do wieczoru zakończonego Adoracją Najświętszego Sakramentu w ciszy. Modlitwa brewiarzem nigdy wcześniej nie utkwiła mi w pamięci tak wyraźnie jak w tym tygodniu, Psalmy wyryły się w sercu. Czas ciszy przeplatany był konferencjami o. Teofila – wykłady w pigułce dotyczące Krzyża, Pisma Świętego i Eucharystii nie pozwalały zatracić istoty omawianego tematu. Jedną z ciekawszych była ta o krzyżu San Damiano – nie wiedziałam, że ikona ma tak bogatą symbolikę. Żadna z postaci nie znajduje się tam bez przyczyny. W ciągu dnia nie mogło zabraknąć Mszy świętej z kazaniem o. Kamila dotyczącego danego fragmentu Ewangelii.

Milczenie było o tyle trudne, że przyjechało nas naprawdę sporo, panowała niezwykle rodzinna atmosfera i z każdym dawno niewidzianym bratem/siostrą pragnęło się zamienić chociaż słowo. Ja dodatkowo chciałam wszystkich oprowadzić po dobrze znanych mi alejkach Dusznik-Zdroju, malowniczego uzdrowiska w Kotlinie Kłodzkiej. Ostatni dzień spędziliśmy wspólnotowo. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy na szlak, aby zdobyć… Szczeliniec. :D. Następnie udaliśmy się do Wambierzyc, podziwiając górskie widoki. Tam u Wambierzyckiej Królowej Rodzin uczestniczyliśmy w Eucharystii, co jest już pewną tradycją pustelni. Mała dygresja – jeśli boli Cię ząb wstawi się za Tobą św. Apolonia. Męczennica jest przedstawiona na obrazie ze szczypcami kowala. Kto zgadnie dlaczego? Po Koronce wróciliśmy na agapowego grilla, podczas którego nikt nie mógł narzekać na brak pysznego jedzenia.

Podczas tego cudownego tygodnia przekonałam się, że dopiero w ciszy można usłyszeć subtelny szept Boga. Niestety, zrozumiałam to dość późno, gdy okres milczenia dobiegał końca. W mojej opinii mogłam znacznie lepiej wykorzystać dany mi czas, ale dziękuję Bogu za każdą chwilę, którą tam spędziłam, za każdą okazję, którą wykorzystał, abym mogła być bliżej Niego. Myślę, że jako wspólnota dopiero uczymy się wchodzenia w ciszę, odkrywania sensu milczenia. Z pewnością warto kontynuować rekolekcje w takiej formie.

Jestem przekonana, że pustelnia to bardzo cenny czas w roku naszej formacji, z całego serca polecam każdemu. W lekkim powiewie Pan szykuje dla Ciebie największe dary. Zechcesz je przyjąć?

GabiHo