Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Relacja z wyjazdu w Karkonosze będzie w innej formie. Bo dlaczego nie może być rymowana… ? :-)

W dniach 3-7.08 w Karkonoszach byliśmy

i krótko mówiąc świetnie się bawiliśmy.

W Piechowicach dom nasz stał,

stąd nasz orszak wyruszał.

Przez mieścinę rzeka Kamienna śmie przepływać

tam w średniowieczu każdy złoto mógł wydobywać.

Co na wyjeździe się działo opisać spróbuję,

ale nie ręczę, że wszystko zrymuję.

Organizatorem wyjazdu o. Kamil był

i opieką duszpasterską Nas wszystkich otoczył.

Dla Wszystkich dobre słowo miał

i Każdego zawsze chętnie wysłuchał.

Z racji tego, że „kajaki” nie wypaliły

Piechowice również o. Teofila gościły.

Duet to doprawdy ciekawy

z Nimi żaden wyjazd nie bywa nudnawy.

Ale wracając do wyjazdu tego

w wiele przygód bogatego…

Msze święte prawie codziennie nam towarzyszyły,

aby nie tylko nasze ciała, ale i dusze rosły w siły.

Jutrznia i nieszpory by dzień zacząć i zakończyć,

aby nie tylko na zabawie, ale i w modlitwie się łączyć.

Z Bogiem również ten czas spędzić chcieliśmy

sami świadomie tak zadecydowaliśmy.

Codziennie obiad był przepyszny

gotowali niemal wszyscy.

Zaś śniadania – hmm pychota,

niech nie będzie to dziwota,

z serca Ojcowie przygotowywali

i codziennie nad tym posiłkiem czuwali.

Każdy wieczór to atrakcja

gry planszowe – rewelacja!

Środa dniem pierwszym była

i integracją się zakończyła.

Głównie na podróży minęła

ludzi z różnych stron Polski ściągnęła.

Czwartek to pierwsze wędrowanie

choć dla niektórych i to było wyzwanie.

Msza „chatkowa” została odprawiona,

a po niej obiadokolacja czekała doprawiona.

Wieczór pod znakiem BANG! nam zleciał

prawie każdy szeryfem zostać chciał!

Dnia drugiego deszcz nas złapał,

Pierwszy Kamil się rozpłakał…

„Ale nic to” – tak pomyślał

do Cystersów wszystkich wysłał.

Chociaż palny zmienione zostały

i do Krzeszowa nasze nogi zawędrowały.

W sumie bardzo się ucieszyliśmy,

bo we Mszy świętej tam uczestniczyliśmy.

Sobota to nie lada wyzwanie,

na Śnieżkę wędrowanie.

Trasa malownicza niesłychanie

aż dech zapierało jej podziwianie.

Choć tempo wędrowania zróżnicowane mieliśmy

śmiem twierdzić, że dobrze się bawiliśmy.

Na szycie w kaplicy przy jednym ołtarzu z turystami

(tam, gdzie Ktoś twierdził, że rzucałam poke ballami)

Msza Nas połączyła

i kilka dusz tym ucieszyła.

Ostatniego dnia z rana szybkie śniadanie

i jeszcze szybsze pakowanie.

Dzień święty jak przystało w Kościele rozpoczęliśmy,

nim na ostatnią wędrówkę się wybraliśmy.

Słoneczniki i Pielgrzymy na ostatek,

bo gór Nam ciągle był niedostatek.

Później obiad jakże wspaniały

aż się osy do Nas zleciały.

W drogę nam ruszyć przyszło powrotną

choć co niektórzy mieli minę markotną.

Po kilku godzinach podróży, gdy niektórych sen nużył,

inni złotych łuków wypatrywali i co tam zjedzą wyliczali.

Gdy w końcu M na horyzoncie zobaczyliśmy

(prawie) wszyscy bardzo się ucieszyliśmy.

Podsumowując wyjazd był bajeczny,

każdy czuł się tu bezpieczny.

Zintegrowaliśmy się wielce,

więc nasze serce było w rozterce,

kiedy rozstać się trzeba było

niejedno oko od łez się zaszkliło.

Kto wie może za rok się w takim składzie spotkamy

i na kolejny wyjazd…może tym razem w Bieszczady się udamy.

Wspaniałe to było spotkanie,

nowych ludzi poznawanie.

Ubogacony Każdy z Nas na długo zostanie

przez śmiech, rozmowy, zabawy i wędrowanie.

Obecność Pana Boga mocno odczuliśmy

w pięknych krajobrazach na drodze po której szliśmy.

W Karkonosze Nas zabrali Franciszkanie czterej wspaniali

mamy nadzieję, że tego nie pożałowali.

A co do składu wspomnieć ja muszę

coś co nurtuje mą duszę.

Choć grupa wiekowo zróżnicowana była

chyba każda dusza dobrze się tu bawiła.

Ile nowych „imion” tutaj powstało?

Cóż powiem tylko, że nie mało…

Czerwony szlak nawet nowe ma określenie,

a i kilka słów nabrało inne znaczenie…

Rymować można by tak bez końca,

bo zabawa to przednia we wspomnienia obfitująca,

lecz tak na zachętę powiem Wam Czytający

na różne wyjazdy się „wahający”,

w najgorszym wypadku kilka dni stracić możecie

w najlepszym cóż… przyjedzcie, a sami się dowiecie. ;)